A Ciebie kiedy ostatnio dotknęła noc?

Miasto daje się dotykać za dnia, ale buzi w policzek i ręka na talii to tylko pierwsze złamanie bariery dotyku. Zmacać pozwoli się dopiero po zmroku, kiedy  skryje swe niedoskonałości. Poznawać polecam zmysłem dotyku, tak sprawdzisz każdy zakamarek, jednak przygotuj się, że nie w każdy będzie ci dane zajrzeć. Prosimy nie robić zdjęć i wyłączyć zapis do pamięci, bo szkoda krzemu. Zwiedza się organoleptyczne. Najlepiej. Znasz to na pewno, jak nie z własnych siniaków, to z podkolorowanych opowieści znajomych. A w nich każdy organ ma swój rozdział –  złamane serca, nadwątlone wątroby, przebite płuco lub dwa, wychudzona śluzówka w nosie, znieczulone i poocierane inne członki, chociaż na brak wykorzystania nie narzekające. Toksyny pod oczami i w mózgu, chwilowo w miejscu szarych komórek, szczęśliwie tych ponoć nieużywanych. Starte zelówki, zdeptane obcą nogą trampki, pogubione fleki i damage na karcie kredytowej czy jak kto woli wyschnięta studnia. Limit w wysokości 4 pensji, miała kurwa nie mieć dna, a tu takie niespodzianki. Ból nóg styranych tańcem, no i staniem w kolejce po kolejny portfel i z wnioskiem o nowy dokument tożsamości. Bez plastiku z napisem prawo jazdy jeżdżę już rok. Dotyk ust, ślady zębów na obojczyku i szczeniacka malinka na szyi obok  innych ukąszeń, koronkowa tkanina pod opuszkami palców, tymi samymi, które monotonię dnia bożego przerwą wciskając przycisk na pilocie. Krótka ulga w niedzielnej wegetacji połączonej z medytacją horyzontalną na kanapie, która zatępuje mszę świętą, z resztą kolejny już tydzień z rzędu. Dzwony najchętniej słyszane w oddali, za to dźwięk dzwonka do drzwi jakże utęskniony. „Dzień dobry, pizza, to będzie trzydzieści z groszami i proszę już powoli  zabierać się za prasowanie koszulę czy co tam masz do przygotowania na poniedziałek”. Warzywem jestem, ale warto było, chociaż wciąż nie mam kiedy, zwyczajnie, NIE MAM KIEDY więcej czytać. Choć wiem, że powinienem.

tamara-artls-4137x2216

Był taki odcinek „How I met your mother”, traktujący o tym, że nic dobrego nigdy nie zdarza się po 2 w nocy. W rzeczy samej, dobrego absolutnie nic, ale też żadne zdarzenie, żadna historia pozostająca na językach i w głowach na lata, przed drugą napisana raczej nie została. A przekładając z amerykańskich na realia nasze, krajowe – przed czwartą bardziej niż przed drugą.

Obchodziliśmy pewnej zimy trzydzieste urodziny jednego z moich bliskich kumpli. Pięcioosobowy męski wypad, miasto Wrocław, sprawdźmy co tam u poniemieckiej, wielkomiejskiej konkurencji. Godzina legendy znacznie przekroczona. Wyciągnięta z lokalu do afterowni, najciekawsza tamtej nocy rozmówczyni pyta mnie wprost: „a z tobą co jest nie tak?”. Z baru szybko można wylądować na terapii, wiadomo, ale tym razem się zadziało jakoś tak na skróty. „Wydawało mi się, że raczej w porządku, chociaż w sumie zależy o co pytasz” – stanowczo zażądałem wyjaśnień i nie musiałem dwa razy powtarzać. „Wiesz, nikt normalny nie przesiaduje w klubach do rana. Ostatni z tych normalniejszych zawijają tyłki do taksówek gdzieś przed czwartą. I to maksymalnie. Rozejrzyj się. O tej porze są tutaj tacy i takie, którym czegoś brakuje, którzy przed czymś uciekają, szukający wrażeń, silnych i jeszcze silniejszych emocji.” Rozejrzałem się skanując otoczenie nieco bardziej wnikliwie. Nie, nie była to patologia, drechy, narkusy, skinheadzi czy inne stwory, produkty uboczne kapitalizmu. Jak margines jest z boku to oni byli raczej ze środka kartki. Zwyczajnie wyglądający ludzie w trakcie dobrze spędzanego czasu, po prostu trochę mocniej wstawieni i nie wybierający się póki co w objęcia Morfeusza. Okazy z potrzebą wrażeń,  mimo, że noc już w zasadzie upłynęła, nadal próbujący dać jej szansę.

Niedziela. Pół godziny po tym jak minęła siódma rano. Mimo takiej pory Dragon, legendarny poznański pub, wcale nie zamierzał uruchamiać dzwonu ogłaszającego ostatnią kolejkę. Palę piątego ostatniego peta, obok mnie chwieje się Rafalski. Gość rzadko przegina, ale tamta noc nie oszczędzała nikogo. Próbujemy dokończyć rozmowę z trójką świeżo upieczonych znajomych, ale ciągle pojawiają się nowe tematy i tak pożegnanie ciągnie się już trzecią godzinę.  Ja również ledwo stoję, ze zmęczenia widzę połowę tego co normalnie, lecz broń boże nie jest mi źle. Widziane pierwszy raz od dziesięciu godzin światło dzienne nie pomaga skorygować wizji. Stoję równie ledwo co Rafalski, choć nie tknąłem nawet małego piwa – akcja działa się w połowie takiego czasu, w którym musiałem unikać alkoholu, więc przyjąłem schemat zero-jedynkowy na „okrągłe” półtora roku. Wie o tym Rafalski i zgodnie z osiągniętą przez nas porą dnia wali między oczy: – Ty to stary musisz kochać, to życie nocne, ten czas spędzony, te miejsca i ten cały bałagan, tą nieprzewidywalność. Bo wiesz, my tu w dużej mierze jesteśmy dla alko, ale Ty. Tak nic w ogóle, pełna kontrola pionu, tonik z lodem, tylko peta czasem zajarasz i tyle…

Zdarzyło Ci się oglądać piłkę nożną w tv i zastanawiać się czy komentator patrzy na te same zawody co Ty? I czy gościom-ekspertom w studio nie pomyliły się kanały i czy ich kwieciste wywody w studio nie są przypadkiem na temat kompletnie innego meczu? Uwielbiam słuchać osób, które z pozycji beżowej, skórzanej lub skajowej sofy, z leniwie spoczywającym w dłoni pilotem snują wywody na temat bezsensu życia nocnego. Są to słowa równie wartościowe co opinie na temat powiedzmy Audioriver czy SnowShow wydawane przez ludzi, którzy słyszeli jak tam jest. Gdy tego słucham, czuję się jakbym oglądał inny mecz. A  te opinie na temat życia nocnego na pewno znasz. Głośno, dużo ludzi, za dużo, piwo mogę kupić w sklepie za jedną piątą tej ceny i jeszcze butelkę oddać, ćpalnia, lans i łatwe kobiety. Jak destruktywna potrafi być tendencja do skreślania, odbierania sensu całym dziedzinom życia przez osoby, które w danym obszarze albo sobie nie radzą, albo po prostu z jakiegoś powodu boją się spróbować. Tak w ogóle albo choćby na marne dziewięćdziesiąt procent. Jeśli potrafisz korzystać z umiarem, świadomością konsekwencji nocnego życia to zobaczysz rzeczy, których nie zobaczysz nigdzie indziej, ludzi tak czytelnych, jakby wywleczonych na lewą stronę. Widziałem w życiu dużo, ale ciągle miasto nocą potrafi mnie zaskoczyć. Jeśli dobrze patrzysz, a to ważne, dostaniesz na tacy obrazy i wnioski, których sformułowanie zajęłoby ci dekadę. Jest jeszcze jedno typowe stwierdzenie: „Gdzie ja poznam dziewczynę? W klubie? O 4 w nocy (lub jak kto woli nad ranem)? Wśród lansu w piątkowe „Na lato”? Kopciuszek zawinęła się do domu jeszcze przed północą. Duży błąd. Bajki Disneya kończą się na „żyli długo i szczęśliwie” i ciężko nie podejrzewać, że kilka chwil po napisach końcowych  proza życia rozpoczyna powolną erozję tych wszystkich bajkowych związków  napędzanych do tej pory emocjami pościgu, zdobywania i chwilowej nieosiągalności. Czasem warto zostać kilka chwil dłużej by się przekonać co jest dalej, głębiej…

fot.Tamara Artls/CC źródło: flickr.com

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s