Najszczęśliwszy dzień w życiu każdego faceta

Wbrew opinii o prostocie istoty męskiej, moment w którym z kranu płynie Johnny Walker, nie jest wcale tym najszczęśliwszym w naszym życiu. Nie będzie to też chwila,  w której wszystkie rzeki świata popłyną niepasteryzowanym Kasztelanem. Nawet złapanie Jigglypuffa czy Vulpixa (tak, tak, zrobiłem dwuminutowy, pokemonowy research) nie ma szans na najwyższy stopień podium w tej kategorii. Można by pomyśleć, że być może taki dzień miałby miejsce, gdy ustawą zniesiono konieczność rozmowy z piękną nieznajomą przez pójściem z nią do łózka. Ewentualnie uchwalenie zakazu kopulacji niepoprzedzonej seksem oralnym w wiadomą stronę. Blisko, bardzo blisko, tuż obok, jednak tak naprawdę moment wyrzucenia spod strzechy, z serca i z życia tępiej dzidy, złej kobiety to jest właśnie najszczęśliwszy dzień w życiu faceta. Każdego.

Taki dzionek jest szczęśliwy z dwóch powodów. Samiec homo sapiens uszedł z życiem, uratował szansę na żywot dostatni uczuciowo, na spełnienie marzeń o dziewczynie dobrej, wspaniałej, rozumiejącej, często takiej na jaką zasługuje. Udało mu się nie zużyć swojego jedynego talonu na szczęście – wciąż dzierży go w dłoni. To po pierwsze. Po drugie uratował własną męskość, zabierając w odpowiednim momencie jaja spod ciągniętej grawitacją gilotyny. Niestety, bycie w związku ze złą kobietą potrafiącą cynicznie wykorzystywać swoje wdzięki, efekt aureoli, seks i seksualność, pozorną niewinność i inne atrakcje, stosującej manipulację częściej niż pastę do zębów, realizującej własne cele prokreacyjne lub jakiekolwiek inne, jest dla faceta niczym innym jak mentalną kastracją. Na przykład z wątrobą jest podobno tak, że ma pewien nieodwracalny punkt zatrucia – jeśli wlejesz lub wepchniesz w nią zbyt wiele toksyn, to nigdy nie powróci do pierwotnej sprawności, ostatecznie zmarszczy się i wyśle cię na Powązki. Wiem to od hepatologa, który sprzedawał kumplowi Subaru – z ceny nie zszedł, za to zaoferował darmową diagnostykę. Z jajami i męskością podobnie jak z wątrobą. Do pewnego momentu gdy genitalia zostają ściśnięte i przekręcone, po prostu boli i uwiera. Jednak jeśli trwa to zbyt długo, jeśli permanentnie pozostaniesz zduszony pod pantoflem, jak z braku tlenu, w twoim umyśle zajdą nieodwracalne zmiany. Możesz już nigdy nie odzyskać pewności siebie, nie być wystarczająco męski, by pozostać pociągający dla innych kobiet. Jak piłkarz, który zbyt wiele sezonów spędził w okręgówce i jego codzienne nawyki wykluczają go z gry w ekstraklasie. Albo jak od rozmawiania po angielsku z Hiszpanami. Ani się nie obejrzysz, a dukasz jak pierwszoklasista na drugiej lekcji.

____dareman-uskratzt-41372216

Poznajcie Patryka. Gdzie tam by chodził po klubach czy barach, zarywał noce czy niszczył sobie błonę śluzową w nosie. Kobiety poznaje na kursach językowych, podczas częstych, egzotycznych, podróży, zdarzyło się nawet w bibliotece. Jak widać bez przebojowej gadki też się da, Patryk jest dobry, poukładany i mega inteligentny, umysł typowo ścisły, o nedrowatych naleciałościach. Mimo optymalizacji podatkowej, miesięcznie oddaje państwu trzy pensje nauczyciela dyplomowanego. Programiści jak widać nad Wisłą głodem nie przymierają. Patryk ma też pasje – do podróży i do wyścigów psimi zaprzęgami. Perfekcyjne życie na poziomie zamożnej klasy średniej. Tylko dziewczyny trafia mniej spokojne od siebie, z ilościami odchyleń spychającymi normum na margines i niezbyt poukładane. Umysłowo oczywiście, w skrócie –  wariatki. Z jedną tak często się kłócili, że w pewnym momencie zaczęli to robić po francusku, żeby nie żenować na przykład znajomych w pociągu czy rodziny przy niedzielnym stole. Jak widać pieniądze wydane na kurs językowy, na którym się poznali nie poszły na marne. Słowa w języku obcym chyba płycej docierają do ośrodków bólu i dumy, stąd aby nastał najszczęśliwszy dzień, Patryk potrzebował kilku dodatkowych bodźców. „Pożyczasz kasę siostrze? Wpierasz finansowo matkę? Boję się, że przy takim zarządzaniu finansami nasze zabraknie kasy na nasze dzieci” – zdanie klucz, zdanie gwóźdź. A jakieś oświadczyny, zaręczyny, coś najpierw, jakaś kolejność, deklaracja chęci wspólnego życia, sensowny staż najpierw? Nie?! Kochanie, puk, puk, stukam, sygnał nie dociera…

Patryk nie znosił się przeprowadzać, ale że jest dżentelmenem jakich mało było nawet w latach dwudziestych, pewnie na niego by padło jeśli chodzi o, to kto miałby zabierać graty ze wspólnego gniazda. Jednak gdy klamka w końcu zapadła, wysokość czynszu oczywiście zadecydowała jednogłośnie, kto zmienia lokum, a kto martwi się nagłym nadmiarem miejsca w szafie. Dla Patryka było to dzień podwójnie szczęśliwy.

Zakończone niedawno lato i sezon weselny, pogranicze Polski „B” i „C”, kolektywne pokoje dla gości, na oko po piętnaście peelenów od osobodoby, atmosfera równie wesoła jak otoczenie. Jeszcze przed wyjazdem do kościoła polała się wiśniowa Soplica. Miała pomóc przetrwać kazanie, no i oczywiście też lepiej zrozumieć myśl wielebnego, ogarnąć i przyswoić, sami wiecie. Uśmiech. We wspólnej dla całego piętra łazience kończę spokojnie  wiązać krawat, gdy po drugiej stronie, z damskiego, słyszę kawałek klasycznego dialogu przy szmince. Esencja: „Fajnie, wiesz. Roman zdecydował się w końcu kupić tą działkę. Tyle go namawiałam i udało się. Niedługo się hajtamy, więc wiesz – od razu połowa będzie moja”. Po drugiej stronie lustra, w które patrzyłem dopracowując węzeł na moim krawacie, kolorami Las Vegas i nowego roku na niebie rozświetlił się kolorowy napis „witaj w świecie silnych niezależnych kobiet”. Uśmiech. Do dzisiaj nie znam autorki tekstu, ale musiała być spokrewniona z inną laską, która przy stoliku pełnym psiapsiółek za grosz i parę laboutinów rozprawiała mniej więcej tak: „Jeszcze tydzień mu nie dam i mi kupi ten naszyjnik. Zobaczycie. Już teraz widzę jak się męczy, a już trzy razy mu pokazywałam mu u jubilera, który mi się podoba najbardziej”.

Raz w życiu zdarzyło mi się uciekać, zwyczajnie spieprzać spod spadającej gilotyny. Po dwóch latach niezłego, chociaż niełatwego związku stwierdziłem, że nie podobam się sobie. Porównywalnie z akcjami Lehman Brother w 2008 roku, moja osobowość leciała w dół, traciła na wartości z każdym miesiącem, tygodniem, a na koniec już nawet z każdym dniem. Czułem to wyraźnie, a potwierdzali to moi bliscy. Dodatkowo, nie byłem w stanie nawet na krótki okres, nawet na chwilę, stać się najlepszą wersją samego siebie. A to właśnie ta wersja każdego z nas, którą kochamy być, do której tęsknimy, w którą staramy się ubierać jak najczęściej. Ta, która przynosi sukcesy, przełomy i chwile pisane złotą czcionką w pamiętnikach. Jeśli kiedykolwiek znajdziesz się w sytuacji, kiedy będąc w związku nie wznosisz się ponad przeciętnego siebie – upewnij się, że masz dobrze przypięty spadochron, ciągnij za rogi i katapultuj się bez namysłu. Na moją odpowiedzialność.

Mam wrażenie, że powyżej pewnego wieku, coś w okolicach 25, faceci całkiem nieźle się ostatnio ogarnęli. Zjawisko porównywalne ze strajkiem. Coraz częściej najgorsze wydry i wariatki zostają na szczerym lodzie. Mam na myśli takie, które wiesz, potrafią gadając, nieprzerwanie patrzeć ci w oczy i usilnie przekonywać cię do swojego zdania, dosłownie wcisnąć ci je w mózg, dowodząc jednocześnie, że są spontaniczne i szalone, że ich Janek powinien cieszyć się z tego co ma w domu i wreszcie zacząć więcej zarabiać. Że wakacje tylko w Turcji, no i że warto było wziąć dodatkowe 20k kredytu na marmury w domu, bo to jednak trwała, dobra inwestycja. Naprawdę, mam wrażenie, że na takie panny nacinają się już tylko tacy, którzy dadzą się wodzić do jubilera za kawałek cycka do pomacania. A reszta niczym związki zawodowe we Francji – front jedności, świadomość żądań, a żarty na bok. Tylko wariatek trochę mi żal, bo przychodzą potem zwierzać się w tonie „każdy chce mnie przelecieć, ale pogadać to już tak niezbyt chętnie,o tym, że któryś raczył zostać do rana nie wspominając…”.

Co pozytywne, jeszcze być może nie do końca nie świadomie, ale laski coraz częściej czują, że nie wypada być wariatką. Bo można liczyć tylko na krótkofalowe zyski. Kiedyś dla faceta była jedna sobotnia noc całym w tygodniu, co weekend jeden nowy  numer telefonu, rzecz jasna na stacjonarny i to wyłącznie przy odpowiednim podejściu. Lub „jeśli się poszczęściło”. Dziś bez większego wysiłku można mieć randkę co drugi dzień, nawet największy geek łamane na nerd, którego dawniej w warunkach bojowych spotkałby w najlepszym wypadku łagodny ostracyzm ze strony kobiet, jest w stanie nawiązać kontakty przez Tindera, Badoo i inne.  Sama świadomość faktu, że współczesne sposoby komunikacji dają przeciętnemu facetowi znacznie więcej szans, że nie ma już samców kompletnie bez wyboru, podniosło dziewczynom poprzeczkę. Pytanie „dlaczego nikt mnie nie chce” zostało podczas zlotów czarownic wystarczająco wiele razy. Mężczyźni z kolei zaczęli znacznie świadomiej poruszać się po piramidzie życia. Znasz to – piękna, inteligentna, stabilna emocjonalnie. Ale możesz wybrać tylko dwie z tych cech. Oczywiście istniej szansa,  że to tylko kamuflaż, ale jak na moje oko to krok w dobrą stronę. Nawet przeciętna laska nie chrzani już jak potłuczona, a teksty w stylu „no facet to powinien tak z 20k zarabiać”, hm, pojawiają się znacznie rzadziej, a na pewno później. Przeoczyłem coś?

Zbuntują się ciotki, babcie i inni strażnicy status quo. Wszyscy dookoła ciebie, którym przez gardło przechodzi zbrodnicze stwierdzenie „o co ci chodzi, przecież to porządna dziewczyna, wcale nie jest taka zła jak ją opisujesz”. Wszyscy, którym zależy na odfajkowaniu partnera lub partnerki dla ciebie na całe życie aż po marmurową płytę. Będą tupali nogami wszyscy, których związki straciły na jakości dawno temu i twoje powodzenie wyeksponuje braki na ich podwórkach. Na szczęście wybór będzie należał do ciebie. No chyba, masz ochotę, podobnie do Elizabeth Gilbert w „Jedz, módl się i kochaj” skończyć na podłodze łazienki –  w tej sytuacji zdecydowanie zalecam bierność.

Spójrz prawdzie w oczy. Jeśli przekroczyłeś w swoim związku punkt wątrobowy, albo jeśli twoje jaja zbyt długo pozostają ściśnięte przez pantofel, chyba lepiej będzie jak pozostaniesz tam gdzie jesteś. Katapultowanie się bez spadochronu to nie najlepszy pomysł. Jest duża szansa, że skończysz sam, jako dziwak lub desperat o przaśnym dowcipie, podrywający dziewczyny na niezbyt wyszukane komplementy, kolacje przy stole z obrusem lub bukiety czerwonych róż liczonych w dziesiątkach. Być może zmienisz swoją obecną sytuację na związek z jakąś desperatką, której tak naprawdę nikt nie lubi, a padnie na ciebie bo niby ktoś musiał. To podróż przez pustynię o dotarcie do oazy. Trzeba mieć siły, orientację i motywację. Jeśli ich nie masz – zostań, w przeciwnym razie niech to będzie najszczęśliwszy dzień w twoim życiu.

fot. Deraman Uskratzt; źródło: fickr.com

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s