Czy osoba, o której marzysz jest dla Ciebie odpowiednia?

„Najbardziej to ja lubię rasowe sucze. Takie, wiesz, z zębem. Z tych, co jak wchodzą do restauracji to się ciszej robi, a gdy idą ulicą to jesienne liście unoszą się lekko ponad poziom chodnika. Zdecydowane, wiedzące czego chcą, no i rzecz jasna ocierające się o doskonałość jeśli chodzi o wygląd. Pracuje taka dajmy na to jako manager hotelowej recepcji. Wkurzony próbuję utargować z recepcjonistką, żeby w gratisie dała pokój z większym łóżkiem, w zamian za horrendalną cenę. Wzywa taką manager gdy, już nie ma na mnie siły. Z daleka słyszę stukot kilkunastocentymetrowych szpilek i już wiem, że gratisów nie będzie. W zasadzie tylko takie kobiety się dla mnie liczą” – wielkość moich gałek ocznych powiększa się z każdym zdaniem. Widać powoli dno napoczętego tydzień wcześniej litrowego Jacka Danielsa. Oczywiście z promocji na bezcłówce. Oczywiście kupionego przy okazji n-tej delegacji. Godzina taka, że warto by już było ruszać w miasto, ale Marcin dopiero się rozkręca. Skoro nabrał odwagi by wyjść w rozmowie o kobietach poza typowe, męskie, fajna nie-fajna, dobra z twarzy, średnia z dupy, przestaję zwracać uwagę na czasówkę i słucham z rosnącym zainteresowaniem. Do końca flaszki pojawiło się kilka przykładów z życia. Fajnie, bo zostałem zabrany w krainę naprawdę atrakcyjnych lasek. Takich, które Marcin widział w parku, które pracują w jego biurowcu, z którymi jadąc windą do the View, wymieniał uwagi na temat uroków Warszawy. Słucham i nie komentuję. Chętniej pogadałbym o jakiś innych problemach pierwszego świata, ale co tam. Nie po to mamy dwoje uszu i tylko jedne usta. Marcin od jakiegoś już czasu dźwiga na karku trzy dychy, sukcesy zawodowe na trzy razy „tak”, a doświadczenia z kobietami na siedem razy „nie” i jednym, naciąganym „być może”. Przy laskach powyżej 6/10  w Trumpowskiej skali nie potrafi nawet być sobą, nie potrafi odrzeć takiej rasowej suczy, jak je sam, nazywa z efektu aureoli. Ale po siódmej dolewce przynajmniej potrafi się do tego przyznać, za co w sumie szacun. Ciąży mu postrzeganie kobiety pięknej jako automatycznie mądrej i doskonałej. Daleko mu do zrozumienia, że czy ładna czy brzydka, każda jest w środku pogubioną, małą kruszynką, która tak naprawdę chce się przytulić i poczuć bezpieczeństwo. Co on miałby z taką laską robić – pomyślałem. „Człowieku, czy takie panny są w ogóle dla Ciebie?” – zadałem Marcinowi typowo coachingowe pytanie. Miałem jeszcze w głowie stwierdzenie, że nawet jeśli jakimś cudem dopadłby taką, to szanse na utrzymanie jej przy sobie, miałby wyłącznie matematyczne. Ale zostawiłem je dla siebie.

holly

„Jak będzie czekał na cross-fit czytając książkę – bierz go. Drugi taki się prędko nie zdarzy” – rzuciłem niedbale, nadszedł  moment by przerwać mileczenie. Od empatycznego słuchania są koleżanki. A Weronika, lat trzydzieści plus, wymagała dokształcenia w zakresie rachunku prawdopodobieństwa, w kontekście wystąpienia w jednej osobie cech fizycznych i charakteru, jakie z maniakalnym uporem wymienia w kategorii „musi mieć”, gdy opowiada o facecie, jakiego szuka. A jest spora szansa, że takowy w ogóle nie istnieje, a nawet jeśli, to na przykład tylko w dwóch egzemplarzach i do tego akurat żyje sobie na innej półkuli globu. No bo tak. Oczywiście wysoki i wysportowany, rzecz jasna z pasją, a najlepiej dwoma, w tym jedną sportową, ekstremalną. Po trzydziestce, a optymalnie bliżej czterdziestki, ustawiony finansowo, ale nie siwiejący ani broń boże łysiejący, bez kawalerskich naleciałości no i stanu wolnego, co gorsza nietkniętego . No i rozumiejący kobiety minimum jak Hank Moody, o tak. Było jeszcze kilka podpunktów, ale zostawmy je – ostatnio gdy sprawdzałem, Superman nadal był  postacią fikcyjną. Czas na trochę arytmetyki. Biorąc pod uwagę populacje dużych polskich miast, wykluczając zajętych i rozwiedzionych, łysych, siwych, niewysportowanych, no i odejmując stroniących od kajta, surfingu, deskorolki, nart i snowboardu, nędzarzy, biedaków oraz przedstawicieli handlowych i klasy średniej-średniej, można sobie upierdzielić kciuki, a i tak na palcach jednej ręki dało by się policzyć potencjalnych kandydatów dla mimo wszystko uroczej Weroniki. No dobra, lotka czasem ktoś jednak podobno wygrywa. Załóżmy więc, że Weronika wierzy w swoje szczęście niesłychanie i organizuje operację na skalę poszukiwania malezyjskiego Boeninga 777 i bang!, znajduje. Jaka jest szansa, że taki pan wyśniony, wymarzony, idealny, z bajki by się nią w ogóle zainteresował? Czy spełniłaby by chociaż część wymagań z jego listy? Faceci też miewają swoje listy…

Gdy norweska blondi, jak ją ze względu na gruby warkocz i jasną karnację roboczo nazywaliśmy, zlizywała resztki cukru z brzegów szklanki z mojito, do baru przy którym stała zlatywało się stado facetów gotowych postawić jej driny w ilości, jaka wystarczyłaby spokojnie do upojenia niejednego góralskiego wesela. Ciało jak z książki  o najsilniejszej odmianie samic człowieka. Nawet przez luźny, niedbały, niedzielny dres dawało się bez problemu rozpoznać kuszące kształty, które wzbogacały gruby blond warkocz, no i ta skóra rodem z reklamy neutrogeny. Kudłaty poznał swoją norweską blondi na ciężkim kacu, gdy odbębniał spacer z psem swoich rodziców, którym się akurat opiekował. Mieszkała w tym samym bloku. Tego dnia nie był w stanie mieć jej gdziekolwiek indziej niż w dupie, co prawdopodobnie stało się kluczem do sukcesu, bo blondi zignorować się nie pozwoliła. Czterdzieści osiem godzin później zamawiali dostawę, kolejnego, trzeciego już zestawu sushi, a ich świat kończył się w progu sypialni w jego nowiutkim mieszkaniu. Wyobraźnia Kudłatego weszła do akcji – fotel pasażera w jego sportowej Alfie od zdecydowanie zbyt długiego czasu jeździł pusty, z kolei jego lokum metraż miało zdecydowanie przyszłościowy, a na pewno przekraczający potrzeby singla, nawet takiego z aspiracjami. Brak regularnego seksu, podobnie jak słaby seks lub seks z nie do końca pasującymi do definicji atrakcyjnej, jak wiadomo, źle wpływa na cebulki włosów, a  Kudłaty, póki co,  swojej zasłużonej ksywki zmieniać nie zamierzał.

Poza seksem, pożądaniem, zwierzęcością, realizacją fantazji sypialnianych między ludźmi występuje coś takiego co nazywa się prozą życia. Po prostu wdziera się pomiędzy kobietę i mężczyznę któregoś dnia i od tego momentu tylko sporadycznie bierze wolne.  Wcześniej jest też moment otwarcia teczek, sprawdzenia kto ma co za uszami, ewentualnie postawienie grubej kreski, pod warunkiem stabilności emocjonalno-życiowej obojga zainteresowanych. Kudłaty niby znał teorię, wiedział co działa na kobiety i niejednokrotnie skutecznie stosował tą wiedzę. Ogarniał co się robi z teczkami i jak wysłać prozę  życia na dłuższe wczasy.  Trafił jednak na okazję do urzeczywistnienia wizji, marzenia i stracił rozum. Dodatkowo okazało się, że blondi miała bryndzę w głowie i w życiu, ciągle jakiś nie do końca odklejony eks przewijał się w rozmowach, kierunek w jakim zmierzała ze swoją uroczą egzystencją też nie był do końca jasny. Ale Kudłaty nie po to długo i zawzięcie marzył o kobiecie z górnej połówki tabeli ekstraklasy i też nie po to starannie nakreślił swego czasu scenariusz burzliwego romansu z dziewczyną z okładki, by teraz w połowie zdjęć do swojego filmu się zwyczajnie, z powodu jakiegoś tam rozsądku tak po prostu wycofać. Po dwóch miesiącach wszystko skończyło się przewidywalnie dramatycznie. Akcją ratunkowa, ściąganiem z emocjonalnej mielizny, sprzątaniem zgliszczy i wsparciem w okresie rekonwalescencji połączonym z odbudową styranej psychiki. Normalna procedura po pożarze w mózgu z przerzutami na serce. Potem Kudłaty wywalił z głowy wszystkie VHS-y z disnejowską pornografią (gatunek filmowy charakteryzujący się grubym bzykaniem z „żyli długo i szczęśliwie” na końcu) i teraz ma się świetnie. Ave Tinder oraz metoda prób i błędów. Byłem i jestem pełen podziwu. Sądziłem, że będzie się podnosił przynajmniej kilka miesięcy dłużej.

Nie chodzę już nigdzie indziej, tylko Platinium. Gwiazdy Porno, gwiazdy porno wszędzie – Tadeusz, zwany też Tedem, miał zwyczaj dzwonić do mnie nad ranem nielekko wstawiony, nierzadko z pomysłem kolejnotygodniowy wypad „na miasto”. Ted to wrażliwy gość, sporo czyta, gra na klarnecie. Lubi też pobłądzić w Internetach, przez co zbudował sobie pewien obraz kobiety i akceptuje jedynie fizycznie doskonałe lub doskonałości bliskie. Ted zaraz po studiach w Łodzi trafił do Warszawy i znalazł w końcu kopalnię surowca, którego szukał. Wspomniałem już, jak ważny jest dla Tadka kolor włosów? „Lubię blondynki. Blondynki i tylko blondynki. Fajna, zajebista, piękna i do tego niegłupia, ale stary, kompletnie nie w moim typie. Blon-dyn-ki, nie opowiadaj mi tu człowieku o brunetkach” – nawet w rozmowach o laskach pole manewru jest u Teda zawężone. Zdaje się też nie pojmować, że kobieta to nie jest zbędna narośl wokół cipy. Że uroda  przemija, seksapil nie działa wiecznie, że grawitacja jest bezlitosna, a każde, nawet najlepsze ciało, prędzej czy później po prostu powszednieje. Że prędzej czy później będzie musiał z dziewczyną porozmawiać i się dogadać, że na najwyższych nawet szpilkach związku zbudować się nie da. Ale niby jak miał się o tym przekonać, skoro doświadczenia młodości zbudowały pojęcie kobiecej atrakcyjności postrzegane wyłącznie przez fizyczność. Przypadek Teda jest niestety mniej disneyowski, na happy-end się na razie nie zanosi, choć nad ranem mój telefon już nie dzwoni.

Był taki dowcip o podpitym facecie, który przypadkowo spotkanemu kumplowi sprzed lat postanowił pokazać swoje życie. Widzisz ten samochód? To jest mój samochód! A widzisz tą ulicę? To moja ulica! A ten dom, tam na końcu? To właśnie jest mój dom. A ta piękna kobieta w oknie tego domu, to jest moja kobieta! A widzisz tego gościa, który właśnie zaczyna się do niej dobierać? To jestem ja!

Bierzesz do ręki kolorowy magazyn i pragniesz dokładnie tego urywka życia ze zdjęcia na okładce. Sprzedają Ci marzenie, a Ty je kupujesz i zaciągasz się nim bez filtra. Ten gość z okładki to ty, a modelka która stanęła tam tylko do zdjęcia – to ma być partnerka na całe Twoje życie. Wiesz jak wygląda, jak się prowadzi, jaki ma charakter, zwyczaje, jaka jest w łóżku. Jaki ma zapach i barwę głosu. Pasuje do Ciebie idealnie, tylko zła wiadomość jest taka, że prawdopodobnie nie istnieje. A na pewno jest inna niż podpowiada ci wyobraźnia. Ile jeszcze wartościowych, sensownych okazji jesteś w stanie przepuścić zapierdalając w kierunku fatamorgany. Ile jeszcze randek i spotkań zmarnujesz na kopiowanie amerykańskich produkcji o dzianej młodzieży.

Jeden z moich guru ogarniania życia pragmatycznie, boleśnie i jednocześnie skutecznie, na pewnym etapie nie szukał już mądrej. Bo taką już miał i koty z nią darł, tłukł szyby, szargał emocje. Wszyscy mu mówili, że do niej pasuje a ona do niego. Bo  widzieli w nich parę z okładki, wchodzeniem w szczegóły nie zawracając sobie oczywiście głowy. Tylko, że mój guru, który niechaj pozostanie bezimienny, na przykład nie lubi jak się z nim dyskutuje. Jest apodyktyczny, ale jak wspomniałem życiowo skuteczny i nie ma zamiaru tego w sobie zmieniać. Wziął więc gosposię, matkę swoich dzieci. Stwierdził, że resztę się wykształci, wyrobi, wydrepcze, dokupi RAM-u, podkręci procesor. Jeśli się uda. A jeśli nie to rónież w porządku, jej nie będzie źle, a on osiągnie swoje cele. W dupę z predyspozycjami do zgarnięcia z rynku wisienki na torcie kobiecego intelektu, brylującej na salonach. Kobieta, o której marzył, którą świat chciał mu wcisnąć w ramiona, nie była odpowiednią partnerką na życie. Kropka.

 fot.holly, flickr.com

Reklamy

7 comments

  1. Nisza · Wrzesień 22, 2016

    Pytanie czy tak pragmatyczne ogarnianie życia nie pozostawia potem uczucia ciągłego niedosytu… Próbowałam rozsądnie zamienić darcie kotów na święty spokój. Ale… niestety cos za cos- w nowym modelu zabrakło miejsca na dodatkowy RAM (upgrade nie powiódł się pomimo mojej wiary w człowieka i stoickiej cierpliwości). Wtedy jedyne co pozostało mi do wydreptania, to droga do drzwi z pięknie podświetlonym, neonowym hasłem : EXIT.

    Polubione przez 2 ludzi

  2. TenDrugi · Wrzesień 22, 2016

    Nie każdy ma odwagę, nie każdy potrafi pragmatycznie. Ale wielu nie ma odwagi spróbować przełamać instynktu, naturalnego podejścia, niby zgodnego z sercem, które jednak potrafi ciąnąć w dół lub kręcić człowiekiem w miejscu

    Polubione przez 2 ludzi

  3. Patryk Piron · Wrzesień 22, 2016

    Niektórzy tylko żyją marzeniami, budują obrazy wokół ludzi które zanikają po kilku razach w łóżku lub wyjściach na wspólne imprezy. Chyba chodzi tylko o to jak bardzo potrafimy być elastyczni, po trzydziestce jest bardzo trudno kogoś znaleźć gdyż nie mamy w sobie już tej gumy, to co można było kształtować dawno zastygło.

    Polubione przez 2 ludzi

  4. Ewa · Wrzesień 25, 2016

    Serio? Faceci TEŻ miewają swoje listy? Doprawdy, prawie się udusiłam ze śmiechu 😉 Jakie to kurwa prawdziwe!
    Spróbuj | chociaż przez chwilę | być kobietą, może trochę ładniejszą od przeciętnej. Umów się na randkę i niech chociaż raz nikt nie patrzy na Ciebie jak na dmuchaną lalkę. To, że masz pomalowane na różowo paznokcie nie świadczy o inteligencji poniżej zera. Broń Boże, żebyś miał ładne naturalne, długie rzęsy – od razu zarzuci Ci sztuczność. I to rozczarowanie, kiedy na pierwszej randce jednak nie pójdziecie do łóżka. Ojej, myślałeś, że się uda? Oooo jak mi przykro…. Nie pijesz? Ach, jaka szkoda. Nie palisz? Taka niemodna jesteś… 😉
    Czy osoba o której marzę jest dla mnie odpowiednia?
    Powiem Ci, jak ją poznam 🙂

    Polubione przez 2 ludzi

  5. asia · Wrzesień 29, 2016

    a z drugiej strony….
    ileż razy można się naginać i rezygnować z wyznaczonych przez nasze potrzeby standardów.. ?? !
    dostosowywać się do powszechnie funkcjonujących norm… i wyrzekać się zaspokojenia, wynikającego z walorów estetycznych czy też intelektualnych ? !!
    frustracja.
    efekt – marny… wyjątkowo może się komuś uda.
    atrakcyjność- względna dla każdego z osobna.. jednemu białe małe i głupie, innemu czarne, duże i mądre -wszystkim.
    ja czekam na satysfakcje. czy to w krawacie czy też bez.

    Polubione przez 2 ludzi

    • mikolajbo · Wrzesień 29, 2016

      Uważam, że z zaspokojenia tych najważniejszych potrzeb, dla każdego innych oczywiście, nie jesteśmy w stanie zrezygnować, bo zwyczejnie uschniemy. Jeśli nie od razu to za czas jakiś. Więc chyba lepiej trochę dłużej poszukać dopasowania niż rzeźbić siebie albo kogoś.

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s