Singleship, relationship, self-destructionship

„Nie chce obudzić się w wieku 40 lat, jako szalona imprezowiczka, wśród ludzi, którzy dzieci posyłają w okolice gimbazowego szczebla edukacji. Singielstwo jest super, ma masę zalet i jedną zasadniczą wadę – ciągle ci czegoś brakuje, to cholerne poczucie niekompletności. Wiesz, mam bardzo rodzinny background. Bycie w parze mam jakby wpisane w życiorys, zaprogramowane, skorupkę nasiąkniętą, czaisz?”. Jest kilka minut po północy. Podsiadło straszliwie rzępolił, więc na Openerowym parkingu zabijamy czas przed wejściem na mainstage Paula Kalkbrennera. Przy użyciu jednorazowych kubków, korzystamy z dobrodziejstw zawartości bagażnika i na chwilę absolutnie żaden temat nie jest tabu. Zawsze niezależna D. opowiada o swojej najnowszej, w końcu udanej historii damsko-męskiej (w końcu ktoś poznał kogoś fajnego poza Tinderem), a ja czuję się jakbym rozmawiał z kapitanem okrętu, który przez ostatnie kilka miesięcy bez zapasów żywności kręcił się po nieznanych wodach, usilnie szukając portu. Portu, do którego mógłby zawinąć, aby przynajmniej uzupełnić stany żywności i paliwa. W myślach pochwaliłem D. – za świadomość punktu w jakim się znalazła, ale też za to, że gdy była sama, mimo ciężkiej presji, całkiem dobrze korzystała z tamtego rozdziału swojego życia.

Singielstwo (neologizm, ozaczający bycie singlem lub singielką; stan singla) – nieoficjalny stan cywilny, występujący bezpośrednio przed stanem żonaty/mężatka lub stary kawaler/stara panna. W kręgach katolickich, konserwatywnych oraz wśród Bractwa Koncelebracji Powielania Ścieżek Życiowych Poprzednich Pokoleń uznawany za stan wybrakowania, niedoskonałości i niepoważności. Osobniki w stanie singielstwa mają problem z uzyskaniem stuprocentowego uznania społecznego oraz wewnętrznego spokoju.

P. był odważny. Przynajmniej przez całe życie tak mu się wydawało. Tak się sam postrzegał i tak też się pozycjonował. Ja prawdę mówiąc zapamiętałem tylko jedną odważną rzecz w jego wykonaniu, a mianowicie barowe wyznanie, że koniecznie musi znaleźć sobie kobietę. Wow, pomyślałem. W wieku 30 lat, mając doświadczenie z około półtorej dziewczyny – odważny projekt. Zawsze sądziłem, że ludzie w pewnym wieku zacietrzewiają się na zawsze, na amen. A tu proszę – niespodzianka. Wycieczka na Mont Blanc, do której przygotowanie stanowiło chodzenie po górce pod blokiem. P. dodał, że czuje jak dopada go starokawalerstwo, że już czas rodzinę zakładać, że całe to singielstwo to jeden wielki przereklamowany teatr. Potem doszło wyznanie o marnowaniu czasu, o braku rozwoju, sensu i kilka innych określeń typowych dla kryzysu wieku średniego. P. nigdy nie miał jakiegoś wyróżniającego się życia, dużo nadganiał wyobraźnią. Cierpiał na genetyczne, u tak co drugiego na moje oko faceta, wczesno-po-magisterskie zjanuszenie, jakby dyplom magistra musiał oznaczać początek tężenia betonu pod kopułą. U P. Inteligencja pozostała, ale poglądy poszły w głęboki żelbet. Życie P.? Praca, dom, weekendowa wódka, liga mistrzów, wczasy all-inclusive. Nienajgorsze zarobki, więc i czasem restauracja, w salonie Hi-Fi i playstation. Wobec życia oczekiwania spore. Na przykład, że piękna i mądra kobieta zjawi się pewnego dnia w jego życiu i rzeknie „bierz mnie, pragnę twojej konsoli”. Kogo jak nie jego. Cały długi, potencjalnie owocny okres singielstwa zmarnowany na oczekiwaniu tego przełomowego momentu. Odnośnie kasy, kobiety, statusu społecznego. W głowie status – czekam. Coś w rodzaju „jestem świetny więc mi się należy, to tylko kwestia czasu aż sukces sam przyjdzie”. Jedyne, co przyszło, to wniosek, że czas na żonę, którym podzielił się ze mną przy barze. Jeśli drużyna piłkarska zawali okres przygotowawczy, to wiadomo, może maksymalnie liczyć na remisy po nudnych meczach, które i tak przeplatane będą spektakularnymi porażkami. Jaja P. już w okresie narzeczeństwa były mocno trzymane i systematycznie dociskane przez jego partnerkę, o z resztą równie średnim życiorysie, za to doskonale przygotowaną pod względem doświadczenia, zdolną ze sprawnością tureckiego fryzjera mentalnie wykastrować każdego bezbronnego mężczyznę. P. szybko, nie wykluczone że ze strachu lub pod wpływem innego czynnika presji, podjął decyzję o małżeństwie. Ścisnęła więc jeszcze mocniej, a od kiedy ma obrączkę na palcu, zaczęła lekko przekręcać.

Single, in a relationship, it’s complicated. Single but taking advantage. Engaged, married – prawie bym zapomniał. Każdy z tych statusów i każdy, którego nie wymyślili jeszcze ludzie Zuckerberga ma swoje plusy i minusy, w każdym tak samo warto pozostać, jak i rychło zostawić za sobą zacny tuman kurzu. Jeśli zestawić to z tym, że najcenniejszym, co mamy jest czas, a największą zbrodnią jest jego marnowanie – jeśli myślisz tylko o zmianie statusu w jakie zagonił cię scenariusz życia, to swoje najcenniejsze zasoby każdego dnia kilogramami spuszczasz w kiblu. I zwiększasz szansę, że doświadczysz dożywotniej zsyłki na wyspę „z osiągnięciami ale wiecznie nieszczęśliwy”.

yz4Pc1FTiZNs8z1EhNZqocVJho7

Wszędzie lepiej gdzie, nas nie ma. Single latają po mieście rozpaczliwie szukając pary, pannom tykają zegary biologicznie, kartki z kalendarza lecą nieubłaganie, świadomi faceci szukają schronienia przed skawalerzeniem, a ci mniej świadomi próbują odhaczyć obowiązkowy punkt na liście osiągnięć każdego „prawdziwego faceta”, a więc znaleźć żonę. A dlaczego nie być szczęśliwym w każdym ze statusów w jakim dane jest nam się znaleźć? Po co marzyć o sztormie gdy jest flauta, po co tęsknić za spokojnymi wodami gdy znajdziemy się w środku huraganu? O byciu obecnym, tu i teraz pisałem już wcześniej tutaj , jednak podejście to znajduje zastosowanie nie tylko w odniesieniu do chwili, ale właśnie również do statusu.

Mocno utkwił mi w pamięci fragment wywiadu rzeka ze Zbigniewem Bońkiem (to ten rudy, co się często wymądrza w telewizji na temat zarządzania w futbolu). Może nie ekspert w dziedzinie spraw damsko-męskich, ale z pewnością człowiek sukcesu. We wspomnianym fragmencie opowiadał o relacji ze swoją żoną i stwierdził, że kobiety czynią facetów lepszą wersją siebie. Jednak aby tak się, to jak każdy artysta – będzie potrzebowała dobrego materiału i z kapcia, który singielstwo brał na przeczekanie na pewno nie wyjdzie marmurowe popiersie, a raczej karykatura z wazeliny. Ostatnie zdanie nie pochodzi już ze wspomnianego wywiadu.

„Szalej póki możesz, jak już w końcu cię trafi strzała amora – zobaczysz jak to będzie”. Mam wrażenie, że nie jestem jedyny na tej planecie, który miał okazję usłyszeć podobną wiązankę. No właśnie, jak niby będzie? Usiądę i zacznę tęsknić za wolnością, flirtem, randkowaniem i tym, że nikomu nie muszę się z niczego tłumaczyć? Przeniosę się ze świata rzeczywistego do świata wyobrażeń? Aby stwierdzić „chodzę na crossfit” wystarczy mi jeden trening w miesiącu? Dobra zabawa, na której nie zdążasz czasem zrobić jednej ostrej fotki zostanie zastąpiona zajebistymi zdjęciami posiadówy w pubie? Inne złote zdanie, które można usłyszeć od „rodzinnych” – „Gdy już założysz rodzinę to wszystko się zmienia i nie wszystko już się da, życie przestaje być takie proste”. Taką przenikliwą mądrość ciężko przeliczyć na pieniądze. Złota sentencja kończona odprowadzeniem wzroku w górę i lekko w lewo, równoznaczna z podróżą na wyspę „could have, should have„, ewentualnie „what if„. Następna scena to obraz obozu koncentracyjnego z zasiekami i zaoranym pasem ziemi. Najbardziej hardcorowe lądowanie na wyspie „what if” usłyszałem jakiś czas temu od M. Jedna z tych dziewczyn, na które patrzysz i od razu stwierdzasz, że coś poszło nie tak skoro nie zdołał jej zdobyć na stałe żaden facet. M. lubi grzebać w przeszłości, analizować i zastanawiać się „co by było gdyby”. I pewnego razu wyznała, że „wiesz, gdyby on się w tamtej sytuacji zachował inaczej to do dziś bylibyśmy parą”. Nic nie odpowiedziałem. Wiem jedno, na egzaminie na prawko jest dużo teorii, głównie po to, żeby było się do czego przyczepić i żeby każdego dało się uwalić. Taki egzaminator poluje tylko na błąd, bo sito musi mieć odpowiednio małe oczka. Gdyby się wtedy zachował inaczej to pewnie kiedyś tam nie pozmywałby naczyń. Wystarczająco dokładnie.

Jeśli nie jesteś zadowolony z punktu w jakim się znajdujesz, ale nie masz jeszcze mocy aby odbić się od ściany albo dna – skup się na korzystaniu, nauce, zbieraniu doświadczenia. Jeśli planujesz się zmienić, to możesz mieć pewność, że jeśli ci się uda, to zmienią się też Twoje potrzeby jeśli chodzi o partnera. Więc przestań już kombinować, a o wczoraj i jutrze myśl tylko wtedy gdy jest na to czas.

Nie ma żadnego wczoraj, nie ma żadnego jutro , jest tylko dziś.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s