Polska laska nie ma luzu

Halo, centralo.

Ciężko się czasem czyta ataki na męskość i facetów. Czego by się w tej tematyce do ręki nie wzięło, można się jedynie dowiedzieć, że prawdziwi mężczyźni to gatunek na wymarciu i że zostały  już tylko cipy w szlafrokach. Zmieniło się, prawda. Rankingom nie przewodzi już posiadacz dożywotnich 50% zniżki na zakupy w dziale drzewnym w Praktikerze, tylko coś pomiędzy Backhamem, Lewandowskim w wersji „u Wojewódzkiego”, a tą neurotyczną postacią graną przez Woody Allena w jego własnych filmach.  Świat się zmienił na wymagający nie siły pięści, a siły intelektu, na dodatek nie tylko w wersji IQ, ale jeszcze jakieś tam EQ zaczęło wchodzić w grę. No i się faceci się przystosowali. Prawdziwych „troglo” spotkasz już raczej w rezerwatach typu betonowe lasy, osiedlowa siłka albo Stary Rynek, lecz głównie gdy jest matchday. Chcieliście bez konfrontacyjnego świata pozbawionego przemocy, to nie możecie mieć wszystkiego po staremu. A jednak ciągle słucham i czytam, że odejście od stylu wikinga czy jaskiniowca, który ciągnął kobitę do jaskini za włosy (bo przecież nie za nogi, jeszcze by się piachu nasypało) ma być główną przyczyną tego, że parom coraz rzadziej wychodzi i że tak w ogóle to jeśli chodzi o mężczyzn, to już dawno nie ma w czym wybierać.

Kobiety z natury więcej gadają, a że rachunek prawdopodobieństwa czasem się sprawdza, to też gadają, że tak powiem, mniej odpowiedzialnie, pomijając przy okazji (pewnie z wygody) zasadę wzajemności. „Facet to musi mieć swoje zajawki, pasje, kawałek świata do którego nie mam wstępu” – powtarzający się opis ważnej cechy, bez której koleś to po prostu nudna, bawiąca się joystickiem kupa kości i bladej skóry (takiej wiecie,z czarnymi włosami). „A jakie ty masz pasje, moja droga?” – zapytali pewnego razu. „No właśnie nie mam…”. Wolność słowa bywa rabunkowa.

Wspomniana debata na temat męskości trwa już kilka, jak nie więcej, lat i mam wrażenie, że faceci wciąż nie wypracowali jeszcze wspólnego stanowiska.  Przyjmujemy z godnością (a co!), na klatę wszystkie te pomówienia, zastanawiając się przy okazji czym jest „to coś”, które zdaniem Dody miał chyba tylko Donald Tusk w czasach elekcji i jak sądzę zabrał je ze sobą do Brukseli. Trust me, mężczyznom zdarza się znaczenie częściej zadzwonić do kumpla po 3 miesiącach posuchy w życiu towarzyskim by oznajmić „ej, stary, wydaje mi się, że mam dziewczynę i to tak chyba na poważnie”. Dłużej zajmuje nam definiowanie samych siebie i wydawanie oświadczeń, bo się nad tym na co dzień nie zastanawiamy i nie spędzamy godzin na dyskusjach na ten temat. Jasne?

Ale w pewnym momencie głos zabrać należy. I co? Jakie to kurwa niemęskie poruszać w ogóle taki temat? Facet ma sprostać wymaganiom i nie szczekać, bo inaczej nie jest facetem, można mu zjechać ego do gołego mięsa, wbić kilka ćwieków poniżej pasa, chwycić za jaja, przekręcić i jeszcze dorzucić, że przesadza i zachowuje się jak baba. Żałosne pół punktu należy się ewentualnie, gdy zachowa milczenie. Jeden na dziesięciu zniknie i wróci odmieniony, z zarośniętą klatą. Reszta też wróci, ale prędzej do zabawy joystickiem. A mi tutaj brakuje fundamentalnego pytania o to, co oferują współczesne dziewczyny, kobiety, laski, panny, panienki, foki i gazele.

Dawanie dupy.

Ja wiem, że w naszej kulturze utarło się, że ktoś tu daje i ktoś tu bierze. Chociaż w sumie, jeśli ona zachowuje się niczym totalna kłoda czy inny kawałek cholernego drewna w stanie spoczynku to może faktycznie coś w tym jest. Nie mówcie mi, że to tylko „frejzing”, bo „frejzing” jest ważny. Jak ktoś „bierze w ryj” to przecież nie znaczy, że się wcale nie bronił. Zatem gdy mówimy, że kobieta daje facetowi, to wychodzi, że i on coś musi dać, często nie mało, aby wziąć, dostać. Wkład kobiety na dawaniu ma się z kolei kończyć. Umówmy się, skoro ma być ponoć po partnersku, to strony nie mogą dzielić się na tę dającą i tę biorącą. Dziewczęta, jeśli tworzycie długie listy wymagań wobec facetów, to chciałbym usłyszeć czego wymagacie od siebie. Ale w kwestii charakteru, a nie wyglądu. Coś oprócz zgrabnej dupy w stringach. Nie lubicie przecież być postrzegane jako kawałek mięsa, to też robimy, co możemy, żeby pamiętać, że oprócz ponętnych kształtów macie jeszcze mózgi. Ejoł, podobno.

Karma charakteru.

Zawsze spotykałem na swojej drodze dokładnie takie kobiety, jaki na dany moment byłem sam i twierdzę, że działa to w obie strony. Jeśli obwiniasz facetów o nudziarstwo, brak zdecydowania i inicjatywy to hm… w psychologii to ma nawet swoją nazwę (wiem, że ma tyle, że google nie rozumie o co pytam..) i polega na tym, że u innych wkurzają nas cechy, których nie potrafimy wykarczować u siebie. Z jakiegoś powodu te wszystkie niefajne rzeczy szczególnie drażnią średnio wartościowe laski. W moim przypadku korekta podejścia poskutkowała tylko jednym –  zacząłem trafiać na znacznie bardziej wartościowe kobiety. I w sumie nie da się ukryć, że to one w tym samym czasie trafiały na mnie…

W co idzie energia.

Jeśli faceci walczą o dominację w stadzie to nawet nie chcę myśleć jak nazywa to, co robią baby. Oczywiście, zero przemocy, wyłącznie ciężka batalia o budowanie kolejnych warstw zazdrości u innych larw,  niezdrowa, niekończąca się rywalizacja, przy jednoczesnym braku opcji na zmianę kolejności dziobania i na to wszystko wyścig zbrojeń w torebki, buty, bieliznę i biżuterię. O gęstsze włosy, smuklejszą sylwetkę i mniej kraterów na buzi. A potem o ładniejszy wózek, droższe wakacje i tłustszy budżet domowy rozliczany oczywiście wspólnie z małżonkiem. A i dobrze też posłać dzieci do lepszej szkoły niż ta, do której swoje pociechy wysłała Maryśka, o Grażynie nie wspominając. I z pasji to często by było na tyle.  Prawdę mówiąc nie specjalnie się zresztą dziwię. Gdybym codziennie poświęcał energię na sumowanie cali ekranów swoich kumpli to nie miałbym siły na choćby nordic walking spacer z kijami 😉.

Poczucie własnej wartości.

Wszystko jak zawsze opiera się o poczucie własnej wartości. Dziewczyny są ostatnio chwiejne, wystraszone, schowane za facebookiem, tinderem i snapem. Do dziś straszy mnie po nocach jedno zdanie, które usłyszałem nie tak znowu dawno temu: „Ja to nie lubię jak facet bierze numer i kontaktuje się dzwoniąc. Wolę z nim najpierw trochę poesemesować„. Shit, fuck, what? Przecież i tak to facet prowadzi tą pierwszą rozmowę, a jeśli się zna to czyni ją krótką, przez co komfortową. A dziewczyna kwestie ma naprawdę krótkie. „Oczywiście, że pamiętam”, „dziękuję, dobrze”, „tak”, „tak”, „tak”, „wolę w środę”, „super, do zobaczenia”. I mimo to lepiej najpierw trzy dni pisać?

Jak się nie masz pasji ani zainteresowań to na czym zamierzasz oprzeć poczucie własnej wartości i pewność siebie? Na pozycji zawodowej lepiej nie próbować, przychodzi późno, albo możesz się w ogóle nie doczekać. Takie czasy, taki klimat. Więc na czym? Na szpilkach z czerwoną podeszwą czy na tym dębowym parkiecie w salonie? O burgundową wykładzinę i ilość czarmsów z Pandory? Prawdziwe poczucie własnej wartości sprawia, że nie potrzebujesz żadnej otoczki, a z zajebistym facetem potrafisz rozmawiać jak równa z równym. Zbudujesz to na pasji, hobby, czymś zupełnie swoim i na własnym, prawdziwie niezależnym życiu, w którym potrafisz być sama i doskonale sobie radzić. To jest naprawdę sexi, trust me.

Fajność.

Przerażająco wiele lasek nie potrafi być po prostu cool. Która dziewczyna nie chce być spontaniczna albo nie próbuje tak o sobie myśleć? Ale która tak naprawdę potrafi dać się porwać. I nie chcę słyszeć, że to facet nie potrafi, bo najłatwiej zrobić z siebie ofiarę. Jeśli mężczyzna cię szanuje. to zabierze cię na sushi, zrobi ci masaż w wannie z bąbelkami i może nawet kupi ci coś ładnego. Tylko nie może być twoim cholernym celem wpisanie się w obrazek z reklamy mleczno-białego mydła Luksja. Z facetem musisz czasem przejść nocą Pole Mokotowskie, wypijając przy okazji dwie butelki wina w kieliszkach ukradzionych  z Lolka (sorry Guys, odkupię), całować się na tyłach budy z Kebabem zastanawiając się kiedy grill-majster wyjdzie na papierosa, wrócić do domu na jednym veturilo i wezwać ochronę głośną muzyką tylko po to, by zapytać dlaczego nie przynieśli świeżych bułek. Chyba jeszcze nigdy żaden fajny gość nie przebudował dla kobiety swojego życia, tylko aby sprostać jej wybujałym oczekiwaniom, lub, co gorsza, wyłącznie dla seksu. W tym całym budowaniu wspólnej przestrzeni musi być też coś z przyjaźni, wspólnego gruntu. Bez względu na to co mówią statystki, będziecie przecież próbowali żyć ze sobą, aż do przejażdżki czarną kuszetką po głównej alejce parku sztywnych.

Wcześniej będziecie też robić rzeczy szumnie nazywane normalnymi. Weryfikacja fajności. Albo będzie fun albo totalna „napinka” przy każdej możliwej okazji, wybór należy do ciebie. A te normalne rzeczy to proza życia, a spiąć wiadomo, można się zarówno przy zatowarowywaniu lodówki na długi weekend jak i przez nienaliczenie punktów pay-back za popcorn w kinie. Dlaczego, gdy zaczyna się związek proste rzeczy nagle mają przestać być proste i dlaczego przed kolacją u jego znajomych miałoby schodzić ci pół opakowania melisy? Wszyscy znamy i kochamy te pary, które ponoć nie kłócą się tylko gdy są same ze sobą. Wizyta u jego rodziców po pół roku związku wciąż cię stresuje? Nawet, jeśli to rozumiem (choć tak naprawdę to nie) , aby facet zapewnił ci opiekę (mentalną?) i ogólnie poprawną z twojego punktu widzenia atmosferę w trakcie pobytu u teściów – musisz mu na to pozwolić, a nie wierzgać nogami w plecaku.

Jest jeszcze cała social-mediowa napinka, bo laskom z przyczyn wskazanych kilka akapitów wyżej zależy na sieciowym fejmie. Mężczyzna przez zalogowanie się do hotelu rozumie raczej zgarnięcie kluczy z recepcji i wspólny prysznic, a nie check-in na facebooku z obfotografowaniem tak niepowtarzalnego zjawiska, jakim są walizki w hotelowym lobby. Nazwij nas dziwnymi, ale my na koncerty chodzimy posłuchać muzyki, a nie robić zdjęcia.

Chciałabym być.

Ustaliliśmy już, że kobiety gadają. Dużo. O sobie. Złota zasada brzmi: daj babie mówić i ucz się jej słuchając. Potem zweryfikuj przy świadkach to, co mówiła – jest szansa, że w końcu pojmiesz. Tę jedną, bo przecież nie cały gatunek (a jak zrzucić stereotyp, to w sumie dlaczego nie.. ). Kod wydaje się dość prosty. Funkcja „Replace”, w polu find wpisujemy „jestem”, a w polu replace with „chciałabym być”. Koleżankę, przekonasz, z facetem może  być trudniej. A kobiety każdego dnia pochłania wzajemne, werbalne przekonywanie jedna drugą, o tym jakie niby, do szczupłości własnego tyłka, wysokich umiejętności seksualnych i poziomu wyluzowania wiecznego.

To ostatnie to mój faworyt. „Kocham się ruszać, chodzę na zumbę i pilates, a od przyszłego tygodnia zamierzam zacząć uczęszczać na aerobik wodny” (nazwy zajęć zmienione, przyp. Mikolajbo). Czytaj: Przechodziłam obok i byłam 3 razy. Na www siłowni. I sprawdziłam w mapsach gdzie jest pływalnia. Do rzadkich nie należy też „Jestem spontaniczna i wyluzowana”. Obie spontaniczne rzeczy, które zaplanowałam na ten rok mam zapisane w kalendarzu. Spontanicznie wybieram również filmy na wi-oł-di, luźno trzymając pilota w dłoni. Kiedyś całkiem dobrze zapowiadająca się panna zaczęła mi opowiadać, jakich to nie zna darmowych serwisów internetowych z filmami i ile to ona nie obejrzała w zeszłym miesiącu super-produkcji. Nawet nie wszedłem do środka, choć pewnie po części też, dlatego że średnio całowała. Marzeniem mało którego faceta  jest tak naprawdę siedzenie z paczką chipsów na kanapie. Mężczyzna robi to tylko wtedy, gdy okazuje się to jedyną rzeczą, jaką jest w stanie robić ze swoją kobietą jednocześnie wypoczywając.

Wielka misja

Na początku zachwycasz się jego opowieściami z singlowego życia i całym tym hardcorem który radośnie odwalał, o którym na Twoje własne życzenie czasem opowiada. Chłopcy bywają niegrzeczni, nawet twierdzę, że dobrze, gdy facet w młodości się zwyczajnie wyszaleje – większa szansa, że naprawdę pokocha spokojniejszy tryb życia. Po jakimś czasie, jakimś cudem, jego przeszłość zaczyna ci przeszkadzać. Chcesz żeby był inny, lepszy. Podejmujesz wielką, heroiczną misję odcięcia go od jego ciemnej, jak na twoje oko, przeszłości,  osadzeniu „swojego misia, swojego kotka, wstawić dowolne zwierzę” w klatce, niejednokrotnie złotej. W kapciach, przed telewizorem, z piwem jeśli ma ochotę, za to z mąką w zupie obowiązkowo. A potem przechodzisz do mozolnego, konsekwentnego pozbawienia go cech, które cię w nim na początku zwyczajnie jarały. Długo nie mija, a bezkarnie jeździsz po nim przy swoich koleżankach górnolotnymi rymowankami w stylu „widziały gały, co brały”. No chyba, że trafisz prawdziwego, błękitnego ptaka. Wtedy kończy się odwrotnie…

Fajnie opisuje to Volantification.

Bez odbioru.

…i to on dociera do punktu, w którym nie jest już wstanie dłużej wmawiać sobie, że jest szczęśliwy. Woli sam wysiąść niż żeby go wysadzili. Bo zagrożone są jego fajność, luz, instynkt łowcy i magazyn testosteronu. Pamięta wprawdzie, jak ciężko i mało szlachetnie jest żyć samemu, ma jednak świadomość ceny jaką płaci. Tłumaczy, że tą ważną rzeczą, o której chciał ci właśnie teraz powiedzieć jest rozstanie, a ty mówisz, że myślałaś, że da ci pierścionek, że ubijecie ten interes. Masz duże C, które wygląda jak A. Twoją jedyną pasją jest twój jamnik. Ruszasz się jak wóz z węglem, chociaż gdy koleżanki patrzą, potrafisz gibać się jak na pierdolonym wybiegu. Zachwycasz się zdjęciami swoich koleżanek na Instagramie. Zmarnowałaś mu kawałek całkiem niezłego życia, na koniec chcesz tylko siedzieć na kanapie i oglądać film o facecie w łódce. I ty chcesz żebyście ubili interes? Coś ci się rozmazało pod oczami. A na otarcie łez afrykański czarodziej i Cuba Libre.

Reklamy

One comment

  1. Pandarek · Październik 1, 2015

    Kurwa kurwie łba nie urwie

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s