Dlaczego zakuwamy dużo a umiemy tak mało

„Chyba coś takiego proponowałeś doktorowi P. …”. Kolega ze studiów przesłał mi parę lat temu wizualizację pierwszego realizowanego w USA Diverting Diamond Interchange (takie tam cyrklowe ciekawoski). Pamiętam jak siedzieliśmy razem na uczelnianym korytarzu i pochyleni nad świeżo wyplotowanym arkuszem A0 zastanawialiśmy się czy takie rozwiązanie zadziała, czy me sens, jakie ma zalety, a jakie niesie za sobą zagrożenia. Nie wiedząc jeszcze, że to się tak nazywa, robiliśmy temu kawałkowi papieru cholerną analizę SWAT. Doktor P. stwierdził, że wydziwiam i że radzi mi zagęścić ruchy, ale nad rozwiązaniami, jakie pokazywał na wykładach. Ta wiadomość od kolegi (pozdro Sampras 😉 ) nie wzbudziła we mnie emocji chyba tylko dlatego, że praca nad tym pomysłem z pewnością znacznie przedłużyłaby konieczność widywania się z doktorem P. Poza tym byłem wówczas niczego nieświadomym studentem, bez szans na obronę swojego pomysłu przed wszechwiedzącym, głównie w swoim mniemaniu, zdegradowanym za naprawdę-mnie-nie-interesuje-co profesorem, a więc doktorem.

Inna historia, ta sama uczelnia, ten sam miot magistrów. „Myślę, że powinniśmy to rozwiązać w ten oto sposób” – rozpoczął pewnego razu inny kolega prezentację swojej koncepcji projektowej. „Pan nie ma myśleć, pan ma projektować!” – promotor nie przepuścił okazji na ciętą ripostę. Pewnie sądzisz, że to wszystko działo się jeszcze przed Gierkiem, a doktor, niczym rzeźnik w szelkach z „Psów”, wymachiwał metrową linijką, którą raz po raz dawał po łapach próbującym myśleć zbyt często. Niestety, akcja działa się, gdy wiek XXI szedł do pierwszej klasy.

Z ciekawych disów od kadry naukowej przypomina mi się jeszcze jeden, architektoniczny. Student poproszony o scharakteryzowanie poznańskiej Fary, rozpoczął od zdania „Poznańska Fara to perła architektury Baroku…”. No i to było jego ostatnie zdanie w tym podejściu. „Perła? Perełka? Perełkę to ja mogę mieć o tu, na palcu! Zapraszam we wrześniu….”. I tyle było, czas studenta minął, wyrok zapadł, najbliższy organ odwoławczy w Strasburgu. Później miało się okazać, że drugi kumpel uświadczył identycznej riposty, o tej samej pani doktor habilitowanej inżynier. Bo charakterystykę Fary rozpoczął podobnym zdaniem. Wiadomo, nie powinno się ściągać na ustnym od kolegi z roku wcześniej.

Miałem kiedyś pomysł, żeby napisać książkę o patologicznych przypadkach, jakie napotkaliśmy podczas pięciu lat studiów na jednej z największych i podobno najlepszych polskich uczelni technicznych. Przykładów wystarczało z reguły na całą noc i kawałek poranka. Wspominając, kulaliśmy się z kumplami po podłodze w uczuciu ulgi, że mamy to już za sobą. Szansa powodzenia wydania przeze mnie takiej publikacji była, co tu dużo mówić, nikła – do dziś nie bardzo wiedziałbym jak zabrać się za napisanie książki. Wprawdzie zdobyłem się w pewnym momencie na nagranie na dyktafon dwóch, nazwijmy to wywiadów, ale później okazało się, że w lokalu było za głośno i materiał nadawał się, co najwyżej do ścieżka dźwiękowa stołówki szkolnej. Szczęśliwie dyktafon nie utonął w piwie.

Kilka lat później kandydatowi do firmy, dla której pracowałem zadałem pytanie o „osiągnięcie zawodowe, z którego jest najbardziej dumny”. No, co? W CV miał dwa lata doświadczenia zawodowego, głównie przy inwestycjach infrastrukturalnych, pomyślałem, że chyba kawy nie parzył przez cały ten czas i odpowie coś interesującego. „No nie wiem, no nie wiem, no nie wiem, zaczął nieśmiało” i kontynuował „może, może, może…hm… przekonywałem kiedyś władze gminy do zastosowania ronda turbinowego zamiast tradycyjnego. Przeczytałem o tym w jednej książce. To takie rozwiązanie znacznie ułatwiające jazdę kierowcom, czytelniejsze i bezpieczniejsze”. I co? – dopytaliśmy ochoczo z kadrową, bo nasze zainteresowanie podwoiło się momentalnie. „No zbudowali tak jak im zaproponowałem i zaprojektowałem”- kandydat zakończył niepewnie. Choć ciało pozostało w bezruchu, moja dusza wyciągnęła żyletkę i zaczęła ochoczo pracować nad przegubem lewej ręki….

Do tego posta zainspirował mnie ostatnio wpis Ryszarda Petru w „Na Temat”. Traktował o naszej darmowej edukacji i o jej, jakości, trochę za mało o konsekwencjach. By dostać taką pracę, jaką miał kandydat z poprzedniego akapitu, wymagane było dwa lata doświadczenia zawodowego, a wcześniej skromne 17 lat edukacji. Przez ten czas nauczył się inwokacji, gdzie leży Afryka (tak tak, to musi być gdzieś niedaleko, bo obok mnie mieszka Murzyn i do pracy jeździ rowerem), dodawać w słupku, przerobił też w akademiku tablicę Mendelejewa. Skoro tornister ważył tyle ile ważył, to po prostu musiało w nim być wszystko co trzeba. W książkach faktycznie, było wszystko co trzeba, tyle że w książkach nie ma jednego. Umiejętności. Bo gdyby chodziło tylko o wiedzę – każdy mógłby się wykształcić za $1.50 w publicznej bibliotece.

Tego właśnie zapomnieli dać naszemu kandydatowi – czegoś więcej niż można przeczytać w książkach. Wiary we własne pomysły, przebojowości, zrozumienia potęgi pracy zespołowej. Za to na koniec dali mu tytuł magistra inżyniera i wysłali na podbijanie świata.

Petru ma rację w tym, co pisze – języki obce, praca i projekty zespołowe oraz umiejętność samodzielnego myślenia poparta zdolnością do bronienia własnych pomysłów. Za to obecnie rynek pracy płaci najwięcej. Stąd całe oburzenie armii ludzi z papierem, ale ze śmiertelnie groźnym brakiem umiejętności, a mniej więcej od czasu wprowadzenia gimnazjów, również samokrytyki. Nie ma przypadku w tym, że wśród „białych kołnierzyków” mamy świetnych sprzedawców, ale średnich managerów projektów i kadrę kierowniczą. Ci pierwsi indywidualnie sprzedają nieswoje rozwiązania, ci drudzy mają popisywać się myśleniem w zespole.

Nasz kandydat pracy nie dostał, ponieważ skrajna niepewność siebie nie dawała nadziei na niezależnym stanowisku, na które rekrutowaliśmy. Dostał za to solidny feedback na wyjściu i to nie z litości, tylko z czystej chęci pomocy. Byliśmy mu to winni.

Z kolei doktor P. ponoć jeszcze przez kilka ładnych lat trzymał się oburącz taboretu. Potem na straży patologii stanął jego syn.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s