Bądź obecny, fecebook poczeka

Bądź obecny, fecebook poczeka

Dłuższy weekend, domki letniskowe u znajomych królika. Jezioro, w mojej skromnej opinii, najlepsza rzecz z polskiej przyrody. Ciepła słodka woda i do tego żar lejący się z nieba. W „Dzień dobry TVN” w wyniku dziennikarskiego śledztwa rozwiano wszelkie wątpliwości – synoptyk odpowiedział twierdząco na nurtujące wszystkich rodaków pytanie: „Czy możemy mówić już o fali upałów?”.

Pływam sobie na stand-up padle, pierwszy raz, więc wiadomo, szło mi beznadziejnie, nadrabiałem ambicją. Deską gibało niemiłosiernie, a ja w tym czasie przekopywałem wodę wiosłem, jakbym, co najmniej chciał w przyszłym sezonie posadzić w niej marchewki. Wyporna windsurfingowa krypa miała ponoć zachowywać stabilność kolonialnego stołu, ale to tylko założenia. Zawsze się zastanawiałem jak robią to kanadyjkarze olimpijscy, który wiosłują z tylko po jednej stronie, a jednak udaje im się płynąć na wprost. Nie znając odpowiedzi na powyższe, poruszałem się chybotliwym zygzakiem.

Na środku jeziora Powidzkiego przyszedł czas na przerwę. Zaległem, na desce plackiem, wiosło zabezpieczyłem w foot-strapy, po czym uznałem moje położenie jest całkiem przyjemne. Krótko rzecz ujmując, nie było się, do czego przyczepić.

Dosłownie po kilku chwilach niebiańskiego chillu, dopadła mnie ta myśl. Walnę selfie (pisać w cudzysłowie czy już nie trzeba?), albo POV, co osobiście preferuję bardziej, wrzucę na cokolwiek, co mi pozwoli telefon po dotknięciu kwadracika ze strzałką. Chyba Cię Mikołaj pogięło, zwróciłem się do siebie w formie grzecznie, po chwili refleksji. I nie chodziło o to, że powrót do brzegu po telefon byłby równie męczący jak ostatecznie niebezpieczny dla samego urządzenia. Zapytałęm się jeszcze raz stanowczo – czy nie potrafisz być tu i teraz, wyłącznie dla siebie, obecny tu i teraz, i cholera JUST ENJOY?!

To jest właśnie cholerstwo, które obserwuję od jakiegoś czasu. W sobie, ale nie tylko. Social-medius-nervosis-modernus-syndromus-rex, nazwa robocza, amerykańscy naukowcy na trzy zmiany pracują już nad nową, lepszę, oficjalną. A ja w tym czasie coraz jestem przekonany, że ogólnie pojęta, niska szczęśliwość społeczna leży w zbyt rzadkim byciu „tu i teraz”. Szczerze polecam poobserwować. Ciągle biegamy myślami po tym co było, lub brniemy w rozważaniach o tym co będzie, a co najgorsze w tym co chcielibyśmy żeby było. Jedziesz spóźniony do pracy tramwajem którego żadnymi legalnymi środkami nie jesteś w stanie przyspieszyć i wiesz, że szef skropli na ciebie wielką chmurę burzową, to dlaczego nie podziwiasz miejskiej architektury, a głową przynajmniej od wyjścia z domu jesteś już „na dywaniku”? Większość kolizji drogowych też jest powodowana prowadzeniem wozu „na autopilocie”. Zdecydowanie zbyt rzadko jesteśmy obecni.

Czy wiecie, dlaczego alkohol, narkotyki, hazard i pierwszych 20 zbliżeń seksualnych z nowym partnerem są niezmiennie na liście najbardziej ekscytujących gatunek ludzki rzeczy? Robiąc te wszystkie „złe”, mroczne (?) rzeczy, jesteśmy właśnie obecni. Nie istnieje przeszłość, nie obchodzi nas przyszłość. Tu i teraz. Ten drink, ta rozmowa, ci ludzie, ten partner i podniecenie związane tylko z nią, z nim, w takiej kolejności. Nie kijowa praca, kredyt, czy stukanie przedniego prawego łożyska, a właśnie ta kreska, ten joint, to jedno pieprzone rozdanie. Zamiast niewywieszonego prania, wkurzającej teściowej i nieudanego podrywu sprzed tygodnia – ta para asów w ręku, ten flop, ten turn , ten river. Ten jeden cholerny Solomun za dekami i to, co wypływa z głośnika.

No właśnie. Uważam, że techno można spokojnie dopisać do listy z początku poprzedniego akapitu. Dobrze pokazał doskonale ostatni Audioriver. Ostatni, bo akurat w tym roku postanowiłem ten element poobserwować – fotki grupowe latały głównie w przerwach między koncertami, ludzi robiących samojebki jak na lekarstwo, czasem faktycznie ktoś coś nakręcił, ale generalnie uczestnicy zdecydowanie preferowali oglądanie występów na żywo w wersji „live”, zamiast na ekranie telefonu. Nie da się już zobaczyć Cold Play czy Alici Keys na żywo. Można słyszeć widząc morze smartphonów z artystą w tle. Tak na marginesie, ale takim na pół kartki, wydaje się to odróżniać fanów szeroko-pojętego techno od współczesnych fanów rocka i pozostałych uczestników koncertów wielkogabarytowych. Wiedzą, po co przyszli, są obecni, są „tu i teraz”, a wspomnienia wynoszą w uszach, głowach i w sercach.

Trochę już przestrajam sobie głowę w kierunku „tu i teraz”, lekko nie jest, ale jak się uda to faktycznie pojawia się ten słynny flow z otaczającym światem, który mam nadzieję kiedyś szerzej opisać. Ludzie na poziomie cywilizacji „kropka pl” nie walczą już o przetrwanie, a prą ku szczęściu. Nie da Ci go ani własne mieszkania, nie da Ci go cycata dziunia w fotelu pilota ani wielkie, oby ogolone przyrodzenie, jeśli będziesz bujał w obłokach albo rozpamiętywał, co było, będzie, albo, co gorsza, co by było gdyby. Zwolnij, wyląduj, poczuj grunt pod stopami i to, co Cię otacza. A fotki na facebooka wrzucisz wieczorem.

Cheers Guys. Post pisany znad jeziora, ale zamiast przy dźwiękach chlupotu wody, w rytmach Tale of Us. Polecam. Szczególnie skuteczna broń w walce z dźwiękiem wiertarki wściekle pracującej przy mocowaniu knag na jachcie zaparkowanym przy pomoście obok. Nigdy nie wiesz gdzie dogoni cię największa zmora nowoczesnych blokowisk.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s