Mentalność Na Remis

Piłka nożna piękna, nieprzewidywalna i wyjątkowo niesprawiedliwa, kochamy ją – frazesy, bez których polscy komentatorzy nie potrafią opowiadać o meczu. Przy okazji sukcesów naszych siatkarzy, podziwiając ich odporność psychiczną, będą wniebowziętym, gdy po mistrzostwo świata sięgnęli już przy pierwszej piłce meczowej, przypomniał mi się jeden mecz z  brazylijskich mistrzostw w nożną – pojedynek Ghany z USA. Frazesy kolegów „szpaka” jakoś niespecjalnie utkwiły mi wówczas w pamięci, bo udało mi się skoncentrować na tym, co naprawdę było

W okolicach 50 minuty, prowadzącym 1:0 i to od 30 sekundy meczu Amerykanom wyczerpały się baterie. Lepszym piłkarsko i technicznie graczom z Afryki pozostawało wpakować należne słabnącym jankesom najpierw „equilizera” i potem jeszcze trzy gole i spokojnie udać się do kasy. Wtedy spróbowałem sobie wyobrazić różne drużyny w roli zmęczonych, skazanych na pożarcie outsiderów. I każda z nich, z naszymi orłami włącznie (a może nawet na czele), parkowała autobus w polu karnym, wyciągała różańce i zaczynała żenujący, kleptomański spektakl pod hasłem „cel uświęca środki”, z finałem mocno podważającym istnienie Boga.

Ale nie Amerykanie. Oni mają wrodzona mentalność zwycięzców i niespotykane na starym kontynencie zamiłowanie do grania w piłkę zgodnie z fair play. W drugiej połowie zachowywali się oni jak grupa facetów, która pomyślała sobie mniej więcej tak: „mówią, że piłkarsko ponoć jesteśmy gorsi, odcięło nam moc, ale to od razu nie musi oznaczać, że przegramy”. I raczej się tutaj mylę, bo na pewno słowo „przegramy” nie pojawiło się w ich głowach nawet na pół sekundy. Mechanizm samospełniających się przepowiedni Jankesi znali pewnie jeszcze długo zanim wymyślili grę w baseball. Sądzę, że ich myśli były bliżej czegoś w stylu „mimo trudności grajmy najlepiej jak potrafimy i trzymajmy się razem”. No i zagrali tak jak potrafili, konstruowali akcje z różnym skutkiem piłkarsko-wizualnym, dzielnie podejmując wyzwanie poziomu żenady rzucane przez naszą „okręgówkę”. Mimo to skutecznie przeszkadzali szybszym, świetnym technicznie i zadziwiająco pewnym siebie Ghańczykom. Za to nie pokładali się co chwilę, nie symulowali kontuzji ani nie kradli czasu – grali w piłkę. Z pewnoscią dlatego, że po to w sumie do Brazylii przylecieli.

I dociągnęli tak to 83 minuty, gdy  padło wyrównanie. Już widzę zawodowców od Engela, Janasa, Nawałki czy Smudy – leżenie na ziemi, ręce na głowach, przegrana wielka szansa i marzenie (oparte jak zawsze na jednej, ciężko wyszarpanej bramce) a to wszystko przez niedofinansowanie piłki nożnej w Polsce, PZPN, prasę, przez kontuzję kluczowego gracza w pierwszej połowie (fakt z tego meczu: kluczowy skrzydłowy USA w pierwszej połowie zerwał mięsień dwugłowy i został zniesiony z boiska) problemy organizacyjne, przez rząd, Tuska, okupację, zabory. Zawiedzione miny i widmo kolejnych goli, i jeszcze „o boże, te hieny na konferencji prasowej nas zniszczą”. Dalej nie wnikam, ale te wyrazy twarzy na pewno znacie (mecz z Austrią w 2008 chociażby). Z resztą, pewnie 3/4 drużyn narodowych popadła by w rozpacz po utracie bronionego przez 83 minuty prowadzenia.

Ale nie amerykanie. Oni wyciągnęli piłkę z siatki i po prostu zaczęli od środka. Nie wiem, co oni wówczas myśleli i co mają w zwyczaju myśleć w takich sytuacjach, bo paszport akurat mam z orzełkiem w koronie, ale prawdę mówiąc, to właśnie jest najbardziej fascynujące. I najważniejsze – nawet tak trudnej sytuacji nie odmówili sobie ani na sekundę prawa do sukcesu. I co się wydarzyło? Gdy tak męczyli końcówkę tego w sumie jednak średniego meczu, nie mogąc skonstruować choćby średnio groźnej akcji, jakimś cudem wywalczyli rzut rożny. Trzech poszło w pole karne, jeden kopnął spod chorągiewki. Statystyczny róg, całkiem fachowo zamienili na gola, ku ogromnemu zaskoczeniu graczy z Ghany. A przecież to ich zachowanie przez całą drugą połowę zdawało się mówić „ile my tu jeszcze będziemy musieli się męczyć, przecież wszyscy widzicie, że jesteśmy lepsi w każdym aspekcie sztuki piłkarskiej…”

Ten mecz został wygrany przez mentalność. Drużyna, która umiejętnościami piłkarskimi jest bliżej Wisły niż Sekwany zwyciężyła, mówiąc w ich języku „against all the odds”. Gratulując im i podziwiając ten wyczyn od razu dostałem do myślenia w kontekście Polski. Jak wiele szans i jak wiele dobrego odbieramy sobie naszą, nazwijmy to mentalnością „na remis”…


Podobało Ci się? Daj lajka, śledź na twitterze albo na insta!

icontexto-inside-facebookcracked-twitter-logo-psd47658CrackedInstagram

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s